jak nie brac do siebie wszystkiego
A jak ktoś nie bierze wszystkiego co się rusza, to mało jest osób atrakcyjnych dla nas wizualnie i z seksualnego punktu widzenia. A jak do tego dodać odpowiednią osobowość i szczere zainteresowanie nami, czyli NIEZBĘDNE elementy do związku, to zobaczcie ile się trzeba naszukać, aby poznać właściwą kobietę… Reply
Nawet niewinny żart mogą uznać za atak na ich osobę. Brak im pewności siebie, więc wszystkie uwagi traktują bardzo osobiście. Są nieufni, chęć pomocy traktują jako krytykę i próbę wyśmiania. Brak im dystansu do siebie, dlatego trudno im w przypadku pomyłki czy błędu obrócić to wszystko w żart. 7.
Czyli powinnas się uparcie uczyć, aby potem gładko dostać się na studia. A studia wybrac jak najdalej od domu. Nabrac jakies takiej impregnacji na gadki Tatusia, puszczać powyżej uszu, nie brac do siebie tego co On wymyśla. To trudne, ale jak się zaweżmiesz to może Ci się uda. Nie rozczulaj się nad sobą, że " mam depresje lękowa."
Aktor nie ma nic przeciwko temu, by sceny seksu pojawiły się w kolejnych odcinkach "Diagnozy". Po prostu woli, by obeszły się bez jego udziału. "Poprosi o dublera".
Jak nie brać na siebie cudzych emocji i zaufać prawdzie swojego serca. Jeśli jesteś empatyczna, emocje i oczekiwania innych ludzi łatwo mogą Cię zalać. Cudze lęki i blokady mogą oddzielać Cię od czucia swojej prawdy i życia w zgodzie z własnym wnętrzem. Możemy jednak nauczyć się być przy sobie i ufać wewnętrznemu prowadzeniu.
nonton film action lk21tv com sub indo. Sukienka to najważniejszy element kobiecej garderoby. Aby wyglądać w niej perfekcyjnie, należy odpowiednio dopasować ją do sylwetki. Dlatego dziś podpowiemy Ci, jak dobrać sukienkę do figury, by podkreślić jej największe atuty i odwrócić uwagę od mankamentów. Yves Saint-Laurent głosił, że w sukience najważniejsza jest kobieta, którą ją zakłada. To kreacja ma pasować do Ciebie, nie Ty do niej! Dlatego zanim zaczniesz zastanawiać się, jaka sukienka do Twojej figury będzie najlepszym wyborem, zacznij od określenia swojego typu sylwetki. Dzięki temu znalezienie idealnej kreacji pójdzie jak z płatka. Jak określić swój typ figury? Wystarczy stanąć przed lustrem i przyjrzeć się swoim proporcjom. Skup swoją uwagę na trzech punktach: talii, biodrach i ramionach. Potrzebujesz pomocy krok po kroku? Zajrzyj do naszego poradnika, który pomoże Ci określić, jaki masz typ figury. Odnajdź swój typ sylwetki, by ułatwić sobie zakupy Pamiętaj, nie zawsze chodzi o noszenie najmodniejszych sukienek. Najważniejszy jest wybór fasonu, który będzie najlepiej pasował do Twojego typu sylwetki, i w którym poczujesz się pewniej siebie. Odpowiednio dopasowana kreacja pozwoli Ci podkreślić atuty figury, ale i zatuszować mankamenty – jeśli tylko będziesz miała na to ochotę. Oto poradnik, z którego dowiesz się, jak dobrać długość i krój sukienki do figury, by wyglądać zjawiskowo niezależnie od okazji. Sylwetkę gruszki wyróżniają pełniejsze biodra, krągła pupa, widoczne wcięcie w talii, a także węższe ramiona w porównaniu do bioder. Idealna sukienka do figury gruszki to taka, która podkreśli Twoje kobiece krągłości, ale jednocześnie wyrówna proporcje ciała. W takim celu warto rozglądać się za kreacjami, które optycznie poszerzą linię ramion i wysmuklą obfity dół. Sukienka do figury gruszki – zjawiskowe fasony, w których poczujesz się kobieco Zakupy staną się łatwiejsze, jeśli będziesz wiedziała, jaka sukienka dla figury gruszki będzie dobrym wyborem. Strzałem w dziesiątkę będą kreacje z dekoltem hiszpańskim lub takim w kształcie łódki. Bufiaste i falbaniaste rękawy również mile widziane. Im więcej dzieje się u góry sukienki, tym lepiej dla figury gruszki. Doskonałym wyborem będą też >>szmizjerki>kopertowe sukienki>bodycon<<. Figura rożek, zwana też odwróconym trójkątem, wyróżnia się szerokimi ramionami, wąską talią i bardzo szczupłymi biodrami. Posiadaczki tej atletycznej sylwetki, powinny rozglądać się za kreacjami, które nieco złagodzą sportowe kształty. Jeśli chcesz wyglądać proporcjonalnie i przede wszystkim kobieco, skup się przede wszystkim, na zatuszowaniu szerokich ramion. Stylowe sukienki dla figury rożek Jeśli masz figurę odwróconego trójkąta, skup się na poszukiwaniu sukienki, która optycznie zwęzi linię ramion i nada odpowiednich proporcji sylwetce. Możesz postawić na asymetryczne modele na jedno ramię lub z marszczonym dołem, które odwrócą uwagę od Twojego największego kompleksu. Wybierz też proste i kobiece slip dress i seksowne modele podkreślające szczupłą talię – pamiętaj, by nie wybierać sukienek na szerokich ramiączkach! Jaka sukienka dla figury rożek będzie totalną wpadką? Odpowiedź jest prosta: wszystkie kiecki, które powiększą górne partie ciała, czyli kreacje hiszpanki, modele gorsetowe i bez ramiączek. Jeśli masz figurę prostokąt, najprawdopodobniej posiadasz ramiona i biodra o podobnej szerokości i nie masz wcięcia w talii. Nierzadko ten typ sylwetki nazywany jest „chłopięcym”, dlatego podczas poszukiwań idealnej sukienki, powinnaś skupić się na dodaniu sobie kobiecych kształtów. Sukienki dla figury prostokąt, które optycznie wymodelują sylwetkę By nadać swojej sylwetce krągłości, warto postawić na sukienkę dla figury prostokąt z widocznym wcięciem w talii. Możesz postawić na modele z marszczeniem lub paskiem w tej partii ciała. W tej roli sprawdzą się świetnie sukienki trapezowe i ołówkowe. Doskonałym wyborem będą też kreacje z rozkloszowanym dołem – możesz śmiało pozwolić sobie na tiul i falbany, ale bez przesady, by nie uzyskać groteskowego efektu. Nie można zapominać także o uniwersalnej sukience kopertowej, która leży doskonale na każdym typie sylwetki – również kolumnie. Już wiesz jak dobrać sukienkę do typu figury, by wyglądać doskonale, ale i ewentualnie zatuszować mankamenty sylwetki. To nie Ty powinnaś dopasowywać się do kreacji, a one do Ciebie. Dlatego już teraz znajdź na odpowiedni model, który podkreśli wszystkie Twoje atuty. Szukasz więcej praktycznych porad? Zobacz też: Jak dobrać jeansy do figury? Przewodnik po fasonach Jak nosić botki do spódnicy? Stylizacje z efektem WOW Jakie buty do sukienki dobrać, by pasowały kolorystycznie? Może Cię zainteresuje
Więcej wierszy na temat: Miłość « poprzedni Wszystko było inne, zanim cię poznałam. Świat mi się wydawał jak nie z mojej bajki. Tłumy ludzi obok a ja ciągle sama. Jedna myśl dręczyła. Czy On ze mnie zadrwił? Sen był jak ucieczka a marzenia życiem. Smutek w oczach zdradzał, to co ukryć chciałam. Wtedy chyba było do nieba najbliżej, lecz gwiazdy milczały, kiedy ja krzyczałam. Po co i dlaczego? W myślach wciąż te słowa, jak jakaś zagadka nade mną wisiały. Czy Bóg się pomylił, dając mi Anioła? Czy też chciał zachować we mnie resztki wiary? Kiedy cię poznałam, wszystko się zmieniło. Życie było życiem pod błękitnym niebem. Pierwszy raz poczułam, jak smakuje miłość. Dzisiaj wiem, że żyłam i żyję dla ciebie. Napisany: 2022-07-24 Dodano: 2022-07-24 19:54:06 Ten wiersz przeczytano 526 razy Oddanych głosów: 37 Aby zagłosować zaloguj się w serwisie « poprzedni Dodaj swój wiersz Wiersze znanych Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński Juliusz Słowacki Wisława Szymborska Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński Halina Poświatowska Jan Lechoń Tadeusz Borowski Jan Brzechwa Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer więcej » Autorzy na topie kazap Ola Bella Jagódka anna AMOR1988 marcepani więcej »
Od dziecka byłam spokojna, raczej zdystansowana, starałam się dobrze uczyć i być wzorową córką. Chciałam być idealna, więc i nie szukałam atrakcji, które mogłyby zburzyć taki mój wizerunek. Wolałam przesiadywać w domu, niż bawić się z innymi dziećmi, bo czułam się stale kontrolowana przez rodziców, bo nie lubiłam i bałam się sporów z koleżankami. Zawsze wytykano mi nieśmiałość, ale i twierdzono, że zjawisko to jest popularne wśród dzieci, że z tego się wyrasta. Obecnie mam 26 lat i nie czuję, żebym z tego wyrosła. Wręcz czuję się z tym jeszcze gorzej, bo mam świadomość, że w tym wieku już mnie nic nie wytłumaczy. Na początku studiów zaczęłam bujne życie towarzyskie. Poznałam chłopaka, miałam mnóstwo przyjaciół. Z czasem wszystkie te osoby odchodziły, zastępowały je inne. Tak samo było z moimi związkami. Zazwyczaj w związki wchodziłam tylko wtedy, kiedy chłopak wiedział czego chce i potrafił do tego dążyć. Przy najbliższej okazji z braku asertywności po prostu ulegałam. Tak wyglądały moje relacje damsko-męskie. Byłam z facetami, którzy sami mnie wybierali. Najgorszy okres przeżyłam 5 lat temu, kiedy moja przyjaciółka odeszła z chłopakiem, z którym myślałam, że już będę na zawsze. Wiem, że jest z nim szczęśliwa, że się pobrali. Ja, niestety, od tej pory straciłam wiarę w siebie. Wszystkie cele jakie sobie stawiam, realizuję ze zwyczajnej chęci bycia lepszą, dowartościowania się na siłę. Przestałam wierzyć w ludzi, przestałam wierzyć w siebie. Zdystansowałam się, nie potrafiłam zaufać, zbliżyć się do nikogo. Nadal wchodziłam w różne związki, ale trwały one od 3-6 miesięcy, czyli czas kiedy byliśmy oboje zauroczeni, kiedy pokładaliśmy w sobie wielkie nadzieje, aż do momentu jak zaczęliśmy przeglądać na oczy. Nie potrafiłam się otworzyć, blokowałam się, analizowałam każde mówione i słyszane słowo. Nie potrafiłam się oddać miłości. Zawsze wynajdywałam choćby błahe szczegóły, które mnie zniechęcały do danej osoby. Czy to z charakteru czy wyglądu. Nasze relacje rozkładałam na czynniki pierwsze. Kiedy sytuacja z facetem stawała się męcząco niejasna z braku wspólnych tematów do rozmowy, to natłok myśli stawał się na tyle dręczący, że prędzej czy później urywałam znajomość, aby sobie zwyczajnie ulżyć. To był główny powód. Nie potrafiłam stawić czoła problemowi, zrozumieć drugiej osoby... Z czasem nawet nauczyłam się nie przeżywać tak bardzo rozstań. Zawsze znalazł się ktoś na pocieszenie, na rankę, ktoś, kto powiedział mi komplement, ktoś na spotkania na kilka miesięcy, dopóki znów nie zaczęłam wynajdywać sobie sama problemów. Obecnie też jestem w związku z facetem, z którym obiecałam sobie nie być. Jest niższy i papuśny, a ja chudsza i wysoka. Zupełnie mi się nie podobał, nie pasujemy do siebie. W dodatku moja mama od dziecka mi wpajała, że facet musi być wysoki, zadbany, miły z buzi, a nie papuśny. A jednak po kilku udanych randkach postawił na swoim i mnie pocałował. Nie czułam nic. W zasadzie chciałam się wyrwać z jego objęć, ale stwierdziłam, że poddam się temu buziakowi, żeby sprawdzić, co czuję. Przerwałam to i byłam zła na siebie, że dałam się pocałować. Obiecałam sobie, że powiem mu przy najbliższej okazji, że był to błąd i nie chce tego powtarzać. Nie było odpowiedniej chwili na taką rozmowę, a jemu znów udało się mnie pocałować, kolejny raz i kolejny. Nie odwzajemniałam buziaków, ale jednak też nie potrafiłam protestować. Później nadszedł dzień, kiedy sama miałam ochotę go pocałować, zrobiliśmy małą imprezę ze znajomymi i stało się. Przespaliśmy się ze sobą. Od tej pory już zupełnie nie wiem, co się ze mną dzieje. On strasznie jest za mną, jest idealny, opiekuńczy, wartościowy, uczuciowy, potrafi dać sobie ze wszystkim radę w życiu, wie, czego chce, jest otwarty. Uwielbiam jego cechy. Staram się do niego przekonać. Mimo że spotykamy się już od czterech miesięcy, to nie potrafię nazwać go swoim chłopakiem. Wiem, że może go to zranić. Nie wiem, co ja robię. Z jednej strony właśnie takiego faceta szukałam. Z drugiej nie potrafię zdzierżyć tego, że jest niższy ode mnie i tak do siebie nie pasujemy, mam kompleksy. Obecnie unikam często spotkań z nim, nikomu nie chcę pokazać, że to jakieś większe uczucie. Zachowuję się jak jakaś nastolatka, dzieciak, nie wiedzący czego chce. Strasznie się obwiniam za to. To wszystko to moja wina, nie potrafię kochać, nie potrafię zaakceptować siebie, nie umiem podjąć decyzji. Po 7 latach wróciłam do mieszkania u rodziców i wstydzę się przy nich pokazywać, że każdy mój związek trwa góra 3 miesiące. Wszystko robię z ukrycia, w kłamstwie. Dlatego właśnie obecnego chłopaka nie przedstawiłam jeszcze rodzicom. Nie wiem, czy przedstawię, mimo że za każdym razem wiedzą, kiedy z nim wychodzę. Później wracam po nocach. Łatwo się domyślić. Mój chłopak jest cudownym facetem, dojrzałym, mieszka sam. Ostatni związek miał około 3 lat temu, teraz chce być ze mną i chciałby ze mną zamieszkać. Ja wciąż się boję podjąć jakąkolwiek decyzji, boję się że go zdradzę, bo może go nie kocham, nie ufam sama sobie. Wiem, że nie potrafię być stanowcza, że nie wiem, czego chcę, że ciągle mam wątpliwości, a niedaleka jest droga od tego do zdrady, nawet jeśli tak naprawdę się nią brzydzę. Boję się odejść, bo może nic lepszego mnie nie spotka. Inni mnie zawodzili, a na niego mogę liczyć w 100%. Może powinnam mu powiedzieć, żeby schudł trochę. Może to pomoże mi się przełamać. Codziennie obwiniam się, że nie zasługuję na niego, co chwilę wmawiam sobie, że jego byłe były lepsze ode mnie. Były odważne, umiały pogadać z jego znajomymi, umiały być otwarte, kochać... Ja nie potrafię. Boję się, że nie sprostam jego uczuciom. Boję się odpowiedzialności, w kółko mam natłok myśli, wieczne analizy w głowie, to mi psuje humor, dołuje mnie, to z kolei po mnie widać. Nieraz nie potrafię się odezwać w towarzystwie. Albo gadam od rzeczy, albo głupio się uśmiecham. Nie dość, że odezwę się raz na godzinę, to jeszcze nie trafiam w temat. Nie wyobrażam sobie, co by było gdybym miała spotkać się z jego rodzicami. Nie umiałabym porozmawiać na poziomie. Każde słowo wypowiedziane analizuję, nie mam pewności siebie, nie wiem czego chce od życia, nie wiem na czym mi zależy, nie wiem nawet, czy chce być z tym chłopakiem. Znajomi mi mówią, ze mam się po prostu zakochać. Ale jak? Naprawdę chciałabym się w nim zakochać, tylko ciągle nie wiem, czy w nim, nie dam rady się zakochać czy może w ogóle nie potrafię kochać, a to każe mi trwać w tych dziwnych relacjach. W odróżnieniu od takich sytuacji kiedyś wydawało mi się, że kocham. Do tego stopnia, że widziałam całe swoje życie z daną osobą. Wystarczyła jedna niejasna odpowiedź lub gdy coś poszło nie po mojej myśli, żebym w głowie naroiła sobie milion dziwnych myśli i przypuszczeń. Kilka takich i powoli traciłam do danej osoby zaufanie. Później nienawidziłam siebie, i tak w kółko. Ja tylko chcę kochać i być kochaną. Jak oddać się miłości i nie analizować każdego słowa, które wypowiadam czy słyszę? Jak nie zamykać się w sobie? Nabrać pewności siebie i działać, a nie myśleć? Jak uwierzyć, że to jest to? Jak nie przejmować się tak przesadnie opinią innych? Nawet kiedy wydaje mi się, że zależy mi na kimś, to strasznie się boję, że go zdradzę, bo wiem, że nie panuję nad sobą w wielu sytuacjach, że działam wbrew sobie, że robię coś bezmyślnie. Trudno działać racjonalnie, skoro nie mam swojego zdania. Obecny chłopak nawet myśli o dzieciach ze mną. To jest moje wielkie marzenie, ale ciągle się obwiniam za to. Jak mogę mieć dzieci, skoro nie radzę sobie z relacjami z innymi? Jak mogę być odpowiedzialną matką, podjąć nowe obowiązki, skoro przeraża mnie odpowiedzialność za własne czyny i słowa? Proszę, dajcie mi nadzieję na normalność i normalne życie w przyszłości. Co ze mną jest nie tak? KOBIETA, 26 LAT ponad rok temu
O czym chcą czytać kobiety? Najczęściej o tym jak to zrobić, żeby czas dla siebie znaleźć pomiędzy dziećmi i pracą? Jak się nie zgubić w myśleniu, że niby wszystko robię, ale ciągle nic nie zrobione i lista wcale się nie kurczy? Jak nie popaść w beznadzieję kołowrotka codzienności? Wiele osób uważa, że planowanie zabija spontaniczność, że to nuda i czasochłonne zajęcie. Niech myślą tak nadal. Ja dzięki planowaniu MAM czas na spontaniczność, na kawę na mieście i doczytanie książki w dzień, nie jak zdycham ze zmęczenia przed północą. Dzięki planowaniu udało mi się osiągnąć wiele osobiście denerwuje bardzo kultura zapierdolu (pisałam o tym tutaj: konieczność zasłużenia na chwilę odpoczynku i popisywania się tym co kto osiągnął, podczas gdy moim celem jest robienie mniej ale na tyle wartościowych rzeczy, aby dawały mi satysfakcję i zarobek. Chcę być wypoczęta i mieć czas dla dzieci, męża i dla siebie. I chcę być zadowolona z siebie przy założeniu, że osiągnęłam swoje cele, a jednak się przy tym nie jest bardzo trudne, szczególnie w kulturze, która nakazuje nam myśleć, że tylko nadgodziny oznaczają, że jesteś produktywna, tylko wykończenie rodzi szacunek i stan, w którym nigdy nie odpoczywasz, bo przecież, jak wszyscy, nie masz na to to właśnie dlatego ja kilka minut każdego dnia poświęcam na Wam taką krótką historyjkę: kiedy w trakcie korony trybiki mi się przestawiły i poczułam, że nie ogarniam, zapisałam wszystko, co robię w domu. Od większych rzeczy typu zakupy, gotowanie, pranie, do pierdół typu opłaty, wymiana dziecięcej garderoby przed nowym sezonem i sadzenie roślin w ogródku. Kiedy to wszystko zapisałam wiedziałam, że coś się musi zmienić, bo to za dużo dla jednej osoby. Ba! Dwie ledwo by dały radę. Ja te rzeczy robiłam z automatu, bo my kobiety pamiętamy o wszystkim (pisałam o tym tutaj: i już tak po prostu jest i koniec. Nie dajemy sobie wielu zasług, ordery z ziemniaka też jakby zarezerwowane ledwo na Dzień Matki, średnio zauważamy te miliony obowiązków. Dopiero jak wypunktujesz widzisz, żeś mistrzyni ogarniania i zarządzania jest jeden z powodów, dla których ja planuję. Planuję, żeby biało na czarnym zobaczyć, że to się nie zepnie. Oczywiście, że papier każdy mój plan przyjmie, ale jak sobie dopiszę godziny i czas, jaki dana czynność zajmuje, widzę, że się nie uda, bo doba ma tylko 24 godziny. Planuję, żeby skreślać moje wybujałe wyobrażenia i realnie podchodzić do kwestii zarządzania czasem, który mam i swoimi oczekiwaniami vs możliwościami. Trochę realizmu nie daje mi poczucie, że coś jestem w stanie w swoim życiu kontrolować, nawet w te dni, kiedy dziecko budzi się z glutem czy pies od rana wymiotuje i nic nie zrobię, bo muszę na cito do pozwala mi zadecydować ile czasu i na co poświęcam. Ile zabiera mi praca, ile obowiązki domowe. Planowanie to nauka systematyczności. Planowanie posiłków i obowiązków doskonale porządkuje na kartce osiągnięcia pozwalają mi docenić siebie w myśl stwierdzenia – zrobiłam wystarczająco dużo. Może i nie wszystko i nie tyle, co pani x, ale wystarczająco dużo. Nie muszę się z nikim porównywać, bo wiem, że mam swoje cele i możliwości ich osiągnięcia. Mam to zapisane, bo wolę znać swojego wroga. Żart. Ale coś w tym jest – kiedy mam „tyle roboty” trochę się stresuję, czy zdążę, czy się wyrobię, a kiedy wiem dokładnie CO mam zrobić, jakoś mi łatwiej się do tego zabrać, mniej mnie to plany dzienne i tygodniowe, bywają też miesięczne. Mam dzieci, więc wiem, że czasami się po prostu nie da. Nie wszystko jest kwestią organizacji (pisałam o tym tutaj: oj nie, nie. Mam plan na dany tydzień, jak się nie uda w poniedziałek, może się uda w czwartek? Na kwiecień miałam plan posprzątania 4 pokoi i 2 szaf. Zrobiłam 4 pokoje i 1 szafę. Kolejna zostanie na ostatni tydzień, w końcu nie wszystko na raz! Ważne, że jest progres. Lubię jak postęp jest taki widoczny. Planuję, bo lubię odhaczać. Zrobione, skreślone, idziemy dalej z tym żyćkiem!Planuję, bo dla mnie to ważne. Chcę codziennie zauważyć w planie czas dla mnie. Na przyjemności, nie tylko obowiązki! Planowanie to dla mnie oszczędność nie planuję nikogo przekonywać do tego, że im pełniejsze jest Twoje życie tym lepszego planu potrzebujesz. A skąd! Nie ma nic gorszego niż obca baba mówiąca Ci co jest dla Ciebie najlepsze. Ja tylko namawiam do spróbowania. To nic nie kosztuje, potrzebujesz tylko kilku minut, czegoś do pisania i kartki papieru. Może też wkrótce się okaże, że jesteś mistrzynią organizacji?
Leczenie depresji wzbudza wiele kontrowersji. Temat ten pojawił się jako pierwszy w komentarzach po moim ostatnim wpisie “Kiedy spadanie staje się lataniem”. Dlatego piszę o nim teraz, choć miałam w planach coś innego. Czuję, że wyjaśnienie tej kwestii na samym początku jest bardzo potrzebne. Nie jestem lekarzem, ani terapeutą. Przez wiele lat zmagałam się z depresją. Dotknęłam dna i wyszła z tego upadku zupełnie inna. Prawdziwa, autentyczna, odważna, ciekawa i pełna miłości do siebie, świata i ludzi. To co przeczytacie w kolejnych odcinkach, to o czym jest książka, to moje, powtarzam, MOJE, doświadczenia i MOJA droga. Nigdy nie powiem “Podążaj za mną, rób to co ja, a będziesz szczęśliwym człowiekiem”. Zawsze podkreślam, żeby szukać własnej drogi. Postaram się pokazać jak ja odnalazłam moją i jak Ty możesz odnaleźć swoją, ale nie powiem Ci którędy Twoja droga prowadzi, bo to by była moja droga, nie Twoja. Moje życie, nie Twoje. A Ty masz żyć własnym życiem i być sobą. Postaram się nauczyć Cię jak słuchać TWOJEGO Serca, jak nauczyć TWOJĄ Duszę śpiewać, jak sprawić, by TWÓJ Rozum pomagał realizować TWOJE cele, a TWOJE zdrowe Ciało niosło Cię w kierunku, który TY obierzesz. No więc leczyć, czy nie leczyć farmakologicznie? Pozostanie przy życiu jest sprawą nadrzędną. Tak długo jak żyjesz, możesz swoje życie zmienić. Ale decyzję co do leczenia farmakologicznego musisz podjąć Ty. Tak, Ty. Nie ja, współmałżonek, rodzic, czy lekarz, tylko Ty, bo to Twoje życie i tylko Ty wiesz co dla Ciebie jest najlepsze. Zanim zaczniesz brać leki antydepresyjne zadaj sobie proste pytania i szczerze na nie odpowiedz: • Dlaczego mam brać leki? • Czy po to żeby przeżyć i zacząć pracować nad zmianą swojego życia? • Czy w lekach szukam rozwiązania moich problemów, chcę dostać PIGUŁKĘ SZCZĘŚCIA i żyć tak jak żyłam do tej pory? Parę lat wcześniej trafiłam do terapeuty. Nic mnie nie cieszyło, choć miałam wszystko. Byłam przybita, smutna, ogarniało mnie poczucie beznadziei. Terapeuta spytał czego od niego oczekuję. – Chcę dostać jakąś pigułkę, żebym się ogarnęła i mogła normalnie żyć” – taka była moja odpowiedź. Wtedy pigułki nie dostałam. Przeszłam krótką terapię, wzięłam się w garść, ale nie byłam gotowa na zmiany, które by pozwoliły mi być szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Chciałam dostać PIGUŁKĘ SZCZĘŚCIA i ruszyć dalej do moich obowiązków, mojego życia. Nie, nie mojego. Bo ono nie było moje, ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam. Dopiero parę lat później dojrzałam do tego, by znaleźć źródło depresji, zrozumieć je i zmienić schematy postępowania tak, by żyć w zgodzie ze sobą. Jeśli zdecydujesz się na leczenie, to zastanów się nad tym co dalej. Leczenie bez równoległej terapii może złagodzić skutki, ale nie wyleczy przyczyn. Jak długo zamierzasz przyjmować leki? Kiedy i jak zdecydujesz żeby je odstawić? Rozmawiałam niedawno z cudowną kobietą, która marzy o adopcji. Od lat jest na lekach, które stabilizują jej samopoczucie. Boi się, że to będzie przeciwwskazaniem do adopcji, a jednocześnie boi się odstawić leki. Najpierw jej życiem rządziła depresja, teraz leki. Jej życiem nadal kieruje lęk. Lęk przed życiem bez leków. Lęk przed samą sobą. Lęk przed oceną innych. Czy jest szczęśliwa? Nie wiem. Czy jest wolna? Czy jest sobą? W 2014 roku, kiedy zmagałam się z depresją i całym moim życiem, przeczytałam wywiad z jedną z czołowych polskich sportsmenek. To był jej coming out. Przyznała się, że od lat zmaga się z depresją, że są dni, które spędza w łóżku gapiąc się w sufit. To co mnie uderzyło, to był jej żal, że leki nie działają. Miałam wrażenie, że to w nich pokładała całą nadzieję na wyzdrowienie, a kiedy zawiodły, załamała się jeszcze bardziej. Pamiętam jak czytałam ten artykuł i to jej wyznanie, że teraz zamierza rzucić się w wir sportowych treningów. Pamiętam mój wewnętrzny sprzeciw. Bo leki nie pomagają, gdy przyczyna depresji pozostaje. Mogą ją zagłuszyć, przytłumić, ogłuszyć, ale ona i tak wylezie w najbardziej niespodziewanym momencie. Najważniejsze jest to, by znaleźć przyczynę i zmienić swoje życie tak, by być szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Szczęśliwy człowiek to nie taki, który stoi na podium, a w momencie, gdy z niego schodzi natychmiast wpada w ramiona depresji. To nie taki, który zdobył kolejny kontrakt, kupił kolejny samochód, czy dom, bo moment osiągnięcia celu jest również początkiem kolejnego doła. Szczęśliwy człowiek, to nie taki, który właśnie przeżywa kolejny romans, awans, czy wygrywa w totolotka, ale taki, który jest szczęśliwy bez powodu. A szczęśliwy bez powodu to taki człowiek, którego Serce, Dusza, Rozum i Ciało są jednym i w harmonii podążają w tym samym kierunku. Płomienne romanse, drogie przedmioty, czy totolotek nie mają ze szczęściem nic wspólnego. Szczęście jest w nas samych. My jednak wolimy szukać go na zewnątrz i wszędzie tam, gdzie nas nie ma. Trzymamy się kurczowo przeszłości, pragnąc powrócić do chwil, w których byliśmy szczęśliwi, albo pędzimy ku przyszłości, która ma nas zbawić. To strasznie męczące, mało satysfakcjonujące, a czasem bardzo bolesne. W końcu decydujemy się na pigułki, które mają złagodzić ból codziennej egzystencji. Dysponujemy gigantycznym arsenałem środków mających na celu zmuszenie naszego Ciała do milczenia i posłuszeństwa. Od środków przeciwbólowych, poprzez wszelkiego rodzaju suplementy mające poprawić sprawność seksualną, polepszyć nastrój, uleczyć wątrobę żebyśmy mogli więcej jeść i złagodzić objawy kaca żebyśmy mogli więcej pić, aż po leki antydepresyjne. O lekach antydepresyjnych mogę powiedzieć wyłącznie to, co o nich wiem z własnego doświadczenia. Przerobiłam trzy lub cztery. Nie będę cytować ich nazw, bo wszystkie miały wspólny mianownik – smażyły mi mózg, który wymiotował do wnętrza mojej głowy. Miałam mdłości, nic nie mogłam jeść, chudłam. W najgorszym momencie ważyłam 47 kg. To o 10 kg mniej niż ważę obecnie! Miałam zawroty głowy i omdlenia. Nie mogłam się skoncentrować nawet na prowadzeniu samochodu. Często miałam wrażenie, że jestem obok siebie. Myślę, że nadawałam się do zamknięcia. Na pewno nie nadawałam się do prowadzenia pojazdów, a pojazdów z dziećmi w szczególności. Nie nadawałam się do pracy, ani do codziennego życia. Mój organizm, moje ukochane, mądre Ciało dawało mi głośno i wyraźnie do zrozumienia, że je zatruwam. Pamiętnik, czerwiec 2014 “Skarżyłam się psychiatrom, psychologom, kardiologom i lekarzom pierwszego kontaktu na koszmarne samopoczucie po lekach. Wszyscy zgodnie twierdzili, że to normalne, że za parę miesięcy organizm się przyzwyczai. Leczenie miało trwać rok, do trzech lat. Co do cholery jest normalne?! To, że opisane przeze mnie objawy są wyszczególnione jako skutki uboczne w ulotkach dolekowych nie znaczy, że to jest normalne! Do czego się przyzwyczai?! Moje mądre Ciało broni się jak rażony prądem lew. Wszystkimi możliwymi kanałami daje do zrozumienia, że te leki są dla mnie złe, bardzo złe. Pewnie faktycznie po 2,3 miesiącach opadłoby z sił i zaprzestało walki. Pewnie mój mózg osiągnąłby konsystencję jajecznicy, którą można dowolnie pobełtać. Odmówiłam. Na mojej karcie leczenia widnieje komentarz: pacjentka odmawia leczenia farmakologicznego. Tak odmawiam. Z pełną świadomością, którą jeszcze na tym etapie posiadam i całą stanowczością, odmawiam! Wiem, że leki antydepresyjnie niektórym pomagają, a nawet ratują życie, ale uważam, że aby wyleczyć się z symptomów depresji należy odnaleźć i uzdrowić jej źródło. Leki jedynie neutralizują jej symptomy. Nie jestem lekarzem, ale twierdzę, że leki antydepresyjne są jak Paracetamol na raka. I pomyśleć, że potrzeba nawet trzech lat, żeby skutecznie ogłuszyć Ciało człowieka, tak by przestało upominać się o życie, które nie powoduje depresji. Nie chcę być od niczego, uzależniona. Ja postanawiam, że będę wolna. Od leków też.” Wychodzenie z depresji to długi proces Mnie zajęło to rok. Bez leków antydepresyjnych. Zważywszy jednak, że spędziłam większość życia, żeby się w depresję wpakować, rok to całkiem dobry wynik. Przez około dwa miesiące przyjmowałam Xanax, który powodował, że nie miałam skrajnych emocji. A więc żadnych dołów, ale też żadnych uniesień. Ot, takie życie o temperaturze pokojowej. Ja jednak zapragnęłam zwiedzać lodowce i wspinać się na szczyty wulkanów. Chciałam żyć z pasją, doświadczać wszystkich jego odcieni, zapachów i temperatur, dotykać wszystkich emocji. Chciałam, by życie pełnią życia było dla mnie bezpieczne, chciałam czerpać pełnymi garściami i oddychać pełną piersią, smakować zarówno łzy rozpaczy jak i radości. Wiedziałam, że będzie to dla mnie bezpieczne tylko wtedy, kiedy w pełni zaakceptuję i pokocham siebie. Kiedy będę mogła podejść do moich problemów i smutków bez obwiniania i samochłostania. Kiedy nauczę się traktować siebie jak najlepszą przyjaciółkę, z wyrozumiałością zarezerwowaną jedynie dla dziecka i zachwytem dla kobiety, którą jestem. Bycie Kobietą nie dla wszystkich jest takie proste i oczywiste. Dla mnie nie było. Mogę powiedzieć, że zostałam kobietą dopiero w wieku 40 lat. Ale o tym za tydzień, 8 marca:)
jak nie brac do siebie wszystkiego