jak odejść od żony z dzieckiem

Gdyby się udało, żebyś był wtedy z dzieckiem, byłoby idealnie. Patrząc na sytuację z boku, nie powiedziałabym, że ona Cię nie kocha. Wcale nie jest jej łatwo odejść i jednak boi się Ciebie stracić. Jeśli chcesz nią wstrząsnąć, te lepiej jakąś wzmianką o rozwodzie -ale na pewno nie pocieszycielką. Nie zawsze jest to choroba, być może jest to zaburzenie np. narcystyczne. Z takimi osobami jest bardzo ciężko żyć. Z tego artykułu dowiesz się, jak osoba chora psychicznie jest postrzegana przez sąd. Przedstawię też strategię rozwodową, która pomoże Ci wygrać rozwód z chorym psychicznie małżonkiem. Zapraszam do lektury! To był nasz pierwszy i ostatni spacer po tym pięknym lesie. Przez resztę weekendu nie wychodziliśmy z pokoju. Mieliśmy mało czasu i chcieliśmy go jak najlepiej wykorzystać. Przez dwa miesiące spotykaliśmy się dwa trzy razy w tygodniu w hotelach i motelach. Z początku nawet mi się to podobało, ale zaczęło być męczące. 1. Przejdź do family.microsoft.com. 2. Zaloguj się za pomocą swojego konta Microsoft. 3. Na stronie rodziny pod imieniem i nazwiskiem członka wybierz pozycję Więcej opcji > Usuń z grupy rodzinnej i potwierdź. Możesz również usunąć członka poniżej ustawowego wieku ze swojej grupy rodzinnej, chociaż musisz mieć konto organizatora Odp: Chcę odejść od żony po 15 latach. najpierw to powiedz żonie że Ci tak żle, że myślisz o wyprowadzce, bo może on potrzebuje takiego kopa, by się ogarnąć i traktować Cię z szacunkiem. Albo przynajmniej coś razem postanowicie, by dzieci jak najmniej ucierpiały. Ale skoro czasem jest dobrze, to może jest szansa. nonton film action lk21tv com sub indo. Mam niespełna 30lat i dziecko Oboje bardzo pragneliśmy dziecka z partnerem, wcześniej poroniłam jego dziecko 2x. Z ojcem dziecka zaczęły się problemy od czasu ostatniej ciąży. Nasz związek ma wahania o bardzo dużych częstotliwościach. Partner coraz częściej mnie okłamuje oraz zniewarza i nie szanuje. Może są 3dni normalności raz na jakiś czas. Ciągłe awantury. Najbardziej boli mnie, że zaczyna omijać dziecko tzw. szerokim łukiem (i tak od początku rzadko kiedy przewinął czy też nakarmił). Nie wiem co mam robić, nie mam dokąd się udać. Nie mam za co żyć. Jeżeli podejmę pracę komornik zabierze mi całą wypłatę (błędy młodości). Boję się od niego odejść bo boję, się że dziecko będzie bez ojca, że będziemy porzuceni przez świat na pastwę losu… a najbardziej boję się, że on lub ktokolwiek inny odbierze mi dziecko. Na alimenty z jego strony nie mam co liczyć. Witam mam problem z którym borykam się kilka mężadką od ponad 3 lat żyliśmy z sobą 3 lata przed ślubem mamy 3 letniego synka...najpierw staraliśmy się o dziecko a puzniej ślub to był pomysł mego męża,bardzo chciał mieć dziecko,od połowy ciąży już z mężęm nie spię w jednym łużku aż do tej pory,bo powiedział że niechce skrzywdzić dziecka,myslałam że zachowuje się tylko tak z powodu ciąży myślałam że faktycznie bał się że coś mu zrobi...w 7 wzielismy ślub i było coraz gorzej,dzień narodzin wyobrażałam se zawsze że to cudowne przezycie ale przez mego męża takie nie było...nie czułam od niego żadnego w sparcia..zaczeło się gorzej częściej pił,awanurował się,kilka razy zamachnoł się na mnie w czasie kłutni może raz mnie uderzył przy mojej teściowej to było gdzieś rok temu i raz pociągnoł za włosy ale najczęściej coś rozwala w mieszkaniu,jak siedziałam w domu z dzieckiem to wypominał mi że on musi pracować na całą rodzinę,że jetem darmo zjadem i że w domu nic nie robie i takie tam ...najdłuższy okres kiedy nie uprawialiśmy sexu to był przez te lata po slubie to chyba 4 razy kochaliśmy się ostatnio również pół roku temu...już niechce ciągnąć tego nie chodzi o sex ja już nie daje rady nie kocham już męża i myślę zę on mnie również...w pażdziernku tamtego roku wyprowadziłam się z dzieckiem,było ciężko głuwnie z tego że mnie mąż wyzywał i pił..przyjechała po mnie znajoma pomogła dla mnie się spakować w cześniej męża uprzedziłam powiedział że się nie zgadza,,żeby nie jego rodzice może doszlibyśmy do porozumienia...teściowie powiedzieli mi że nie dadzą mi dziecka,doszło dotego że musiałam wzywać policjie jakoś udało mi się wyprowadzić,dziwie się dla teściów,wiem ze to ich syn ale,przeciesz tyle przykrości im zrobił tyle problemów mieli prze zniego ,mój mąż stracił rok temu prawojazdy przez alkohol..jego ojciec był alkoholikiem od ok 10 lat nie pije ...tak więc wyprowadziłam sie na dwa miesiące szykowałam już papiery do rozwodu ..mój mąż również prawdopodobnie gdzieś tam u prawnika składał papiery pewnie głównie dla tego że rodzice jego namówili..pózniej chciał się z dzieckiem zobaczyć nie mogłam mu zabronić w końcu jest jego ojcem ..po jakims czsie mówił że się zmienił że zrozumiał że jednak mu namnie zalerzy...wrciłam do niego chciałam mu dać szansę ze wzgledu na dziecko obiecał że skączył z piciem ,,,przeprowadziłam się i co po tygodniu pił coraz gorzej..teraz miesiąc czasu nie pije ...ale co z ego nie dogadujemy się ,nie mogę z nim być moje uczucie do niego wygasło już dawno emu od 3 lat budze się z myślą że on się zmieni..nie chce marnować swego życia mam 24 lata...i jest mi cieszko ..mieszkam w białymstoku z mężem u jego rodziców w tym mieście nie mam nikogo rodziców ,,przyjaciół...postanowiłam że odejdę od męża i proszę o poradę Moja siostra zaofrowała mi pomóc chcę żebym z dzieckiem się przeprowadziła do niej ona mieszka pod warszawą,mam bardzo doby z nią kontak,pomagamy se nawzajem...i wiem że to najleprzy z mojej wypłaty nie bedzie mnie stać na stancjie i na życie..chcę zacząć od nowa...tak więc jak to załatwić ...jak to zrobić żeby nie posądził mnie o powanie dziecka i czy może mi odebrać prawa rodzicielskie w cześniem przed amtym odejściem groził mi z teściami że robi tak że zabiorą mi dziecko głównie tego najbardziej się boje..chcę rozwodu ...i jak najszybciej się wyprowadzić...bo nie zniosę tej atmoswery ...przepraszam że tak sie rozpisałam ale musiałam to z siebię wyżucić proszę o szybką odp......... Studiowałam na Uniwersytecie Medycznym. Nie jest tajemnicą, że uczy się u nas wielu zagranicznych studentów. Właśnie tam poznałam mojego zagranicznego księcia. Oboje studiowaliśmy na Wydziale stomatologicznym, często znajdowaliśmy się na tej samej widowni, chociaż byliśmy w innych grupach. Na początku nasze życie małżeńskie przypominało bajkę, a potem poczułam różnicę w mentalności. Tak się złożyło, że na czwartym roku zaszłam z nim w ciążę i jasne było to, że o karierze w najbliższym czasie mogłam zapomnieć. Mój mąż nie wrócił do domu, został ze mną i pracował w moim kraju. Tylko raz pojechałam poznać jego rodziców i pokazać im wnuka. W rzeczywistości bardzo trudno mi było siedzieć w domu z dzieckiem: zawsze prowadziłam aktywny tryb życia, pracowałam od czternastego roku życia, a tutaj tylko obowiązki domowe. Każdy dzień był podobny do poprzedniego:przygotuj śniadanie dla męża, idź na spacer z dzieckiem, umyj podłogę, złóż rzeczy, przygotuj obiad, wypierz ubrania, ugotuj kolację i cały czas opiekuj się synem. Zamiast wsparcia od męża, słyszałam tylko, że to mój obowiązek jako kobiety. Byłam zszokowana. Czy on sam nie ma rąk do mycia po sobie kubka, czy miski? Dlaczego mój mąż codziennie czeka, kiedy ja, zmęczona codzienną rutyną i opieką nad dzieckiem, podam mu obiad, który i tak stoi gotowany na kuchence? Jeśli rozpoczęłam z nim spór na ten temat, otrzymałam odpowiedź, że kobiety w jego kraju szanują swoich mężów i nigdy im nie zaprzeczają. Dlaczego się ze mną ożenił? Czułam się jak chomik w klatce, nie było minuty, którą mogłam poświęcić sobie, na naukę i rozwój. Kiedy dziecko skończyło trzy lata, chciałam pójść do pracy, aby mieć styczność z ludźmi i zarabiać własne był przeciwny, przez co dochodziło do powtarzających się kłótni. Pewnego dnia ukochany udał się do swojego kraju, aby odwiedzić ojca i pomóc matce. Nie chciałam znowu jechać tak daleko z małym dzieckiem, więc zostałam w domu. Wtedy zdałam sobie sprawę, jak dobrze jest być w domu bez niego. Nie trzeba robić kulinarnych arcydzieł kilka razy dziennie, prać skarpet i myć podłogi do lustrzanej czystości. Teraz myślę codziennie: może powinnam od niego odejść? LillAnn1 25 października 2012, 22:03 Już od na prawdę wieeelu miesiecy zastanawiam się,czy odejść od niego...I nie chodzi tu o to,że raz zachował się jak świnia i mam na niego focha...Jak świnia zachowuje się każdego dnia i niejednokrotnie mogliście to sobie poczytać w moim pamietniku..A odkąd urodził nam się synek,jest jeszcze gorzej...Przestał kompletnie się starać,kompletnie mnie zauważać,mówić cokolwiek co jest przychylne czy miłe..Jak się go pytam czy smakuje ci obiad,to tylko burknie,ze tak...sam w życiu nie powie...ale nie daj B. niech no mi obiad nie wyjdzie(co się zdarza rzadko bo ponoć świetnie gotuję),to da mi to bardzo dobitnie i boleśnie odczuć...nie pocieszy,ze następnym razem mi się uda,tylko podniesionym głosem oznajmia-nie będę tego jadł!!! A jak zachoruję to jest dopiero dramat...jakiś czas temu tak mnie coś ścieło...wymiotowałam,wszystko mnie bolało,gorączka wysoka,dreszcze,zawroty głowy....ledwo mogłam usiasć,przewracałam się wstając,byłam słaba i sama nie wiedziałam co mi było mowy abym zajęła się małym,byłam nieobecna co usłyszałam?"Kurwa to co ja ci poradzę?Nie wezmę wolnego bo rozworzę ludzi".Obdzwonił swoją mamę,szefową(bardzo dobrze żyjemy z nią).Kuzynkę i sama nie wiem kogo jeszcze aby tylko ktoś mnie zabrał do lekarza...On przecież nie mógł wziąć wolnego bo by tam umarli bez niego...wystarczyłoby tylko aby rano ludzi porozwoził do pracy,a po 17 ich porozwoził do domu...to jakieś 30-40 minut max,jakoś bym się małym zajęła przez tak krótki czas...W końcu i jego brat i kuzynka pomogli mi się dowlec do lekarza a jego mam zajęła sie w tym czasie naszym dzieckiem....Chwała mu za to,że mama się zlitowałą bo on sam przecież był niezastąpiony w pracy...ciekawe co by zrobili gdyby jemu samemu coś się stało i nie mógł by ich nawet rozwieść...bidulki:/O urlopie nie ma mowy bo to taki przykładny pracownik jest i woli wziąć za urlop pieniądze,niż spędzić z nami choćby jeden dzień...Każdy nasz dzień wygląda tak samo...Ja z dzieckiem w domu,każdego dnia muszę pozamiatać podłogi bo w tych naszych 40 metrach kwadratowych to się tak cholernie szybko syfi,ze to bania mała...wszystko na kupie to nie dziwne...Każdego dnia muszę myć naczynia,zrobić obiad iść z małym na dwór...a jak czegoś nie zrobię bo nie miałam na to czasu/siły/ochoty,to usłyszę,ze jestem brudasem i że jeszcze tylko tu brakuje nasrać na środku...no taki pedancik mi się trafił do cholery..Hrabia po pracy to jak każdy facet przecież ogrooooomnie zmęczony i zasługuje na:postawiony obiadek pod nos z moim uśmiechem na ustach bo przecież to dla mnie nagroda...czy smakuje to nie usłyszysz ewentualnie,że nie dobre to usłyszysz dobitnie...Potem sobie siada na laptopa i po internecie buszuje...Allegro,Odkrywca,WP,Onet i wszystkie inne bzdety...Słowem sie nie mogę odezwać bo usłyszę,że mu się należy bo chce sobie odpocząć bo się najebałem w pracy....Z dzieckiem się nie pobawi bo zmęczony.....do mnie sie nie przytuli bo zmęczony a jak go poproszę czy się już wkurzę i powiem,że może by zauważył,ze też tu jestem czy mnie przytulił to jeszcze usłyszę "o huj ci chodzi" albo "znowu się przypierdalasz" -dosłownie,takimi słowami...Jemu się po prostu należy odpoczynek bo on się taaak napracował...Mi należy się tylko milczeć i dawać mu jeść,uprać majtki i skarpetki i przynieść je ze strychu...milczeć bo Hrabia zmęczony...nie pretensjować-bo Hrabia po pracy zmęczony....nie czepiać się go,nie narzekać bo mam jak w masełku..Czego ty chcesz od tego chłopa?-wszyscy mnie pytają...nie pali,nie pije,nie chodzi po knajpach,nie gra w kasynach,każdy grosz do domu przynosi,koło domu wszystko robi,pracowity,dobrze zarabia i na nic mi nie brakuje...No ideał kurwa!!!Tylko ja wymyślam....Ja się czepiam bez powodu,ze przy obcych ludziach na mnie klnie,że mnie wyzywa,że mówi do mnie "rusz pizdę"...Że do swojej byłej żony odzywa się lepiej niż do mnie a przecież tak strasznie mnie kocha-jak twierdzi...To ja się bez powodu czepiam,że jak przyjdzie po pracy to siada przed komputerem lub telewizirem,nie jednokrotnie na przywitanie nie dając nawet marnego buziaka....czepiam się go,ze potem nie przytuli,nie zapyta jak mi minął dzień,nie powie nigdy nuc miłego,nie pochwali nigdy za nic za to wytknie mi błędy do żywego...Ja się czepiam,ze na słowo "Ślub" ciągle słyszę jeszcze nie czas i że on sie tak strasznie zawiódł na swojej byłej zonie,że teraz się boi...Ale my do cholery mieszkamy razem prawie od 4 lat,mamy prawie 2 letnie dziecko...zna mnie dobrze,na tyle dobrze,aby wiedzieć czy ja jestem "tą" czy nie a nie mnie zbywa ciagle....Ja wiem,że jestem źle traktowana,że siedzę tu i gniję na tej zapyziałej wiosce,dostaję już do głowy bo nie umiem tak żyć,ja jestem z miasta,duzego tutaj chodzę w wieśniackich ubraniach,z tłustą głową,nie uczesana i nieumalowana bo po co?dla kogo?Tutaj jeszcze mi doszedł kolejny obowiązek...teraz jak "teściówka" poszła do pracy,to ja musze rozpalać w piecu w kotłowni aby w centralnym było ciepło...muszę wyjąć popiół,potem przynieść z komórki węgla i drzewa na rozpałkę...czuję się jak śmieć bo nie umiem się przestawić na taki tryb życia...pochodzę z miasta,nam grzeja grzejniki....a tutaj muszę sama w kaloszach w jakichś wieśniackich spodniach od dresu bo szkoda upaprać jeansów...Już może nie tyle chodzi o to,ze z miasta przyszłąm na wieś i nikt nie potrafi zrozumieć,ze ja nie umiem się przestawić na te wiejskie życie,ze sie tu duszę bo nie ma gdzie iść nawet na spacer z dzieckiem,ze nie ma tu zoo,kin czy teatrów,galerii handlowych czy czegokolwiek co jest w mieście....ale najbardziej chodzi o to,jak jestem traktowana...Ja się nie daję...serio...jestem zodiakalnym bykiem,nie daję sobie dmuchać w kaszę...ale porywam się z motyką na słońce bo on dobrze wie,że ja nie mam gdzie iść,za co żyć..ze boję się znów zaczynać wszystkiego od nowa...boję się,ze juz mnie nikt nie zechce,ze nie jestem dość łądna i warta czegokolwiek...Nie mam kompletnie wiary w siebie...ciągle czuję,ze nie jestem dla niego ani ładna ani zgrabna...warczę na synka,ciągle krzyczę i już wiem,ze ja mam depresję,chodzę smutna,ciągle płaczę,nie mam na nic ochoty,nic mnie nie cieszy...ten związek mnie dobija,jest toksyczny...ale jestem też od niego uzależniona na wielu płaszczyznach...mam teraz dziecko i sprawa nie jest taka prosta...nikt nie wynajmie mieszkania samotnej matce...będą sie bać,ze nie bedę miała z czego zapłacić....ja sama się o to boję...a ceny wynajmu choćby rudery to jakaś masakra...tu u nas 700-800zł...nie dam rady z dzieckiem za 1500 brutto....i on dobrze o tym wie....nie docenia mnie wcalea wręcz przeciwnie a jak mam o coś pretensje,nie wytrzymuję już,wybucham to tylko słyszę,że nikt mnie na siłę nie trzyma,że droga wolna,że mogę znaleźć sobie kogoś,kto mnie bedzie jak ksieżniczkę traktować...A co ja do cholery nie zasługuję na bycie ksieżniczką?Zasługuję na bycie nikim?Gdyby znalazł się ktoś,kto by mi podał rękę...głównie w sprawie mieszkania jakiegoś taniego to pracę bym sobie znalazła,małego do żłobka oddała...coś bym pokombinowała....ja wiem,ze musze odejść...z drugiej strony czuję zazdrość na myśl,ze mogłaby tutaj mieszkać za jakiś czas inna kobieta,że mógłby się z inną spotykać,ze "to wszystko" już nie byłoby moje..Nadal go kocham i pewnie dlatego nie mam sił aby cokolwiek ze swoim życiem robić...tylko pogłębiam się w moich czarnych demonach i depresji,która rozwija się z prędkościa światła...kiedyś bym wżyciu nie pomyślała,ze coś moze mi sie nie udać,ze nie dam rady,że jestem brzydka czy nie fajna.....teraz przez ten zwiazek czuję,ze nie jestem warta niczego i nic mi się nie należy i nic nie uda....moja samoocena siega powoli dna...i tylko drobne,przyjemne zdarzenia jak podryw na dyskotece przez mężczyznę czy oczko chłopaka w autobusie jakoś mnie jeszcze trzymają przy życiu.... Jenna92 25 października 2012, 22:08 sporo tego do czytania,, ale powiem tak,pomyśl o dziecku. Porozmawiaj z nim. Jak nic nie da - odejdź. Dołączył: 2012-08-26 Miasto: Liczba postów: 28755 25 października 2012, 22:09 Powinnaś na początek mu pokazać, że może Cie stracić, bo pewnie myśli, że już Cie ma i nic nie musi robić. Ja bym się spakowała i wyniosła na kilka dni tak bez słowa. Jak zacznie o Ciebie zabiegać to jest nadzieje, że coś się zmieni, a jak nie to odejść na dobre. Bo takie życie to nie życie ;/ Dołączył: 2012-08-26 Miasto: Liczba postów: 28755 25 października 2012, 22:11 " mężczyźni nie reagują słowa, a na brak kontaktu " porozmawiać sobie może...to ignorant powie, ze znow się przypieprza KtoPytaNieBladzi 25 października 2012, 22:12 ty chcesz jeszcze wziąć z nim ślub ? niezła jesteś ; D ogólnie to sama sobie takiego wybrałaś... spojrzenia obcych facetów trzymają cię przy życiu ? widać od razu jakim typem osoby jesteś "muszę pozmywać naczynia, pozamiatać" - no wielką łaskę robisz, nie pracujesz to się domem zajmij u siebie też sprzątam często, bo w syfie żyć też nie lubię. "muszę napalić w piecu " - nie, nie musisz księżniczko palić w piecu, może ci tyłek marznąć. Może dlatego facet cię tak traktuje jak traktuje. ktoś cię utrzymuje, daje dom i jedzenia a tobie przeszkadza to, że musisz pozamiatać czy obiad zrobić? chciałabyś leżeć i pachnieć i upajać się spojrzeniami innych mężczyzn ? no nie bądź żałosna. Edytowany przez KtoPytaNieBladzi 25 października 2012, 22:14 LillAnn1 25 października 2012, 22:14 dokładnie,powie,ze znów sie czepiam...:(Nie mam sił,a przede wszystkim nie mam co zrobić,gdzie iść...Bo to,że muszę coś zrobić to wiem.. LillAnn1 25 października 2012, 22:16 ty chcesz jeszcze wziąć z nim ślub ? niezła jesteś ; D ogólnie to sama sobie takiego wybrałaś... spojrzenia obcych facetów trzymają cię przy życiu ? widać od razu jakim typem osoby jesteś "muszę pozmywać naczynia, pozamiatać" - no wielką łaskę robisz, nie pracujesz to się domem zajmij u siebie też sprzątam często, bo w syfie żyć też nie lubię. "muszę napalić w piecu " - nie, nie musisz księżniczko palić w piecu, może ci tyłek marznąć. Może dlatego facet cię tak traktuje jak traktuje. ktoś cię utrzymuje, daje dom i jedzenia a tobie przeszkadza to, że musisz pozamiatać czy obiad zrobić? chciałabyś leżeć i pachnieć i upajać się spojrzeniami innych mężczyzn ? no nie bądź żałosna. nie zrozumiałaś chyba..ja na prawdę mogę to wszystko robić,ale niech ktoś doceni cokolwiek co robię,niech mnie zauważy a nie mija bokiem...niech czasem podziękuje za ten obiad,ja umiem podziękować,ze cos dla mnie zrobi,zachwycać się jak wymieni żarówkę,podziekować,ze tyle dla nas robi...nie dostaję niczego w zamian...kompletnie....zwiazek to symbioza...a co do pieniedzy...ja mam swoje i nikt mnie nie utrzymuje....ale nie na tyle aby uniezależnić sie od niego tak w 100%...Dziękuję,ze wyraziłaś swoje zdanie-masz do niego prawo... Edytowany przez LillAnn1 25 października 2012, 22:22 Dołączył: 2011-09-23 Miasto: Wyspa Nieznana Liczba postów: 4364 25 października 2012, 22:16 rozmowa-psycholog- albo zmiana albo siebie, dla dziecka.....mimo,zę On pracuje nie może Cie tak jaka to miłość w jego gestach i zachowaniu. LillAnn1 25 października 2012, 22:21 Adorinka napisał(a):rozmowa-psycholog- albo zmiana albo siebie, dla dziecka.....mimo,zę On pracuje nie może Cie tak jaka to miłość w jego gestach i o to mi chodzi...tak sie nie traktuje kogoś,kogo sie ponoć kocha... Dołączył: 2009-07-09 Miasto: Hfj Liczba postów: 1222 25 października 2012, 22:23 "ktoś cię utrzymuje, daje dom i jedzenia a tobie przeszkadza to, że musisz pozamiatać czy obiad zrobić? chciałabyś leżeć i pachnieć i upajać się spojrzeniami innych mężczyzn ? no nie bądź żałosna."co nie zmienia faktu że żaden palant nie ma prawa traktować swojej partnerki i matki swojego dziecka w upadlający sposób. autorko - odejdź - są światy lepsze niż twój. Edytowany przez yabuk 25 października 2012, 22:25 Mamy dwóch synów, na których dostaje 500+, i to jedyne pieniądze które mam. Mąż co miesiąc daje mi tysiąc i za te dwa tysiące żyjemy. Między nami od dawna się nie układa. Mąż ma swoje mieszkanie, tam mieszkamy. Żyjemy razem ale osobno, ale nie o tym.. Jak odejść skoro samemu nie jestem w stanie utrzymać siebie i dzieci? Jak wy, te które odeszły od męża sobie radzicie ? 2200 to minimum na mieszkanie i opłaty w naszym mieście i to za małe mieszkanie. 1000 za żłobek i 500 za przedszkole (nie ma miejsc w publicznych) paliwo kolejne 300-400 na miesiąc. Nie mam wykształcenia, więc jedyne możliwe prace to te z zarobkiem 2000-2500. Załóżmy że dawałby 1000 alimentów, to łącznie mam Max 4500. Przedszkole i żłobek, paliwo, wynajem to 4000-4100. Skąd 2 tysiące czy choćby 1500 na zakupy, ciuszki, buty kurtki leki itd? Nawet jakby alimentów było1500 to i tak koło tysiąca czy półtora będzie brakowało. Więc jak mam odejść? Jak sobie poradzić? Jak czytam te wszystkie komentarze jak doradzacie kobietom pakuj się i uciekaj, idź do pracy to sobie myślę jak? Nie dziwie się, że kobiety tkwią w patologiach skoro nie są w stanie zapewnić bytu swoim dzieciom..

jak odejść od żony z dzieckiem